Roxana to uzdolniona artystycznie i językowo jedna z najmłodszych wolontariuszek fundacji. Jest uczennicą liceum amerykańskiego, a jej historia jest wyjątkowa z wielu powodów. Wywiad przeprowadziła Kinga Danielczyk
Opowiedz mi coś o sobie?
Jestem Roxana, za 9 miesięcy kończę 18 lat. Jestem ambitna i mam bardzo dużo zainteresowań i umiejętności. Przede wszystkim lubię artystyczne zajęcia. Wyplatam makramy, uwielbiam gotować, śpiewać, robić zdjęcia i podróżować. Mam łatwość uczenia się języków: przez 2 lata uczyłam się języka rosyjskiego, od 2 lat uczę się hiszpańskiego i od bardzo długiego czasu angielskiego. Jestem uczennicą amerykańskiego liceum, więc angielski jest ze mną cały czas.

Chodziłaś kiedyś do “zwykłej” szkoły?
Do 6. klasy szkoły podstawowej chodziłam do typowej, stacjonarnej szkoły. Miałam kłopoty z nauką i bardzo duże zaległości z matematyki, gramatyki, problemy z ortografią. Szło mi dosyć opornie. Nie pomagała też moja sytuacja poza szkołą: jestem w rodzinie zastępczej, dzieci domyślały się tego i odpychały mnie, bo byłam dla nich inna. Potem przeprowadziliśmy się na wieś, 100 kilometrów od Szczecina. To był czas pandemii, kiedy wszyscy uczyliśmy się zdalnie i kiedy minął już okres zamkniętych szkół i zajęć online, wspólnie stwierdziliśmy, że chcemy spróbować edukacji domowej. Spodobał nam się system, w którym można uczyć się samodzielnie i samemu sobie planować naukę oraz czas wolny i uczyć się w swoim tempie. Dużo szybciej nadrabiałam zaległości. W edukacji domowej byłam do końca 8. klasy.
Potem zaczęłaś uczyć się w systemie amerykańskim?
Nadszedł czas wyboru szkoły. Wiedziałam, że będę miała problemy z matematyką i zdaniem polskiej matury. Trudno było mi znaleźć szkołę, która odpowiadałaby mnie i mojej formie zdobywania wiedzy. Obawiałam się też nadmiaru materiału do opanowania. Razem z ciocią zaczęłyśmy szukać alternatywy dobrej dla mnie i moich możliwości. Znalazłyśmy ogłoszenie o konkursie, w którym nagrodą było czteroletnie stypendium edukacyjne, pokrywające koszty nauki właśnie w moim liceum. Egzamin ósmoklasisty z języka angielskiego napisałam na dość wysokim poziomie, więc nie martwiłam się o swoje umiejętności językowe. Oferta szkoły była bardzo ciekawa, już czytając ją wiedziałam, że tego właśnie szukałam. Zgłosiłam się.

Jak przebiegała rekrutacja?
Na początku musiałam napisać esej o sobie, uzasadnić, dlaczego to ja powinnam uczyć się w tej szkole, określić swoje oczekiwania. W kolejnym etapie nagrałam video, w którym zaprezentowałam swoje pasje i zainteresowania. Tak wygrałam stypendium.
Co było dalej?
Zaczęłam naukę. Wszystkie moje lekcje odbywają się zdalnie i są prowadzone w języku angielskim, wcześniej, więc przez wakacje, miałam dodatkowe zajęcia z nauki języka. Pierwszy rok był dla mnie trudny właśnie ze względu na język, ale materiał był bardzo przyjemny. W ciągu dwóch semestrów uczyłam się 6 przedmiotów. Jako przedmiot dodatkowy wybrałam muzykę. Uważam, że niektórych przedmiotów brakuje w polskiej edukacji. Ja miałam osobny przedmiot o zdrowiu. Nauczyłam się wtedy wiele o zdrowiu psychicznym i fizycznym. Żałuję, że to już koniec, ale teraz, w drugiej klasie, mam inne, równie ciekawe zajęcia.
Jak sprawdzasz swoje postępy w nauce?
Do każdego działu dostaję test. Mam też praktyczne projekty do wykonania.
Jakie są według Ciebie największe zalety amerykańskiego systemu edukacji?
Moim zdaniem, w szkole amerykańskiej uczę się o wiele więcej i o wiele wydajniej, niż w zwykłej szkole. Uczę się rzeczy, które są mi naprawdę przydatne w dalszym życiu.

Jak znalazłaś się w fundacji?
Wszystko zaczęło się około 3 lat temu, kiedy potrzebowałam kogoś, kto będzie mnie wspierał w edukacji domowej. Zostałam podopieczną fundacji. Największy problem miałam z matematyką. Korzystałam też ze wsparcia w nauce języka angielskiego.
Zwykle przeprowadzam wywiady z wolontariuszami fundacji, a nie podopiecznymi. Dlaczego rozmawiam właśnie z Tobą?
Teraz też korzystam z pomocy fundacji, ale po 3 latach stwierdziłam, że chciałabym przekazywać dalej energię, którą sama dostaję i zostać wolontariuszką Web-korków.
Co doprowadziło Cię do tak poważnych przemyśleń?
W czasie ostatnich wakacji doświadczyłam wielu zmian i przemyślałam bardzo wiele spraw. Doszłam wtedy do wniosku, że potrzebuję jakiegoś “dorosłego” wyzwania i ciekawego zajęcia poza nauką. Wpadłam na pomysł, żeby zacząć od wolontariatu, a nie pracy, żeby to wyzwanie nie było dla mnie zbyt duże. W tym samym czasie zobaczyłam ogłoszenie o naborze wolontariuszy do fundacji. Pomyślałam, że to jest właściwy moment, żeby spróbować swoich sił w nowej aktywności i wysłałam formularz zgłoszeniowy.
Czy pomocny był fakt, że znałaś już fundację z perspektywy podopiecznej?
Zawsze łatwiej się odważyć, gdy coś jest dla nas choć trochę znajome.
Jak wspominasz rozmowę rekrutacyjną?
Bardzo dobrze. To było wyzwanie, jedna z pierwszych moich poważnych rozmów. Potraktowałam ją, jak wstęp do rozmów o pracę, a przez to także do dorosłego życia. Zależało mi, żeby jej wynik był pozytywny, dlatego stresowałam się, ale byłam bardzo ciekawa i zapamiętałam tę rozmowę jako miłe doświadczenie.
Co stało się później?
Potem wypełniałam dokumenty związane np. z dbaniem o bezpieczeństwo podopiecznych, co znów było dla mnie ciekawe, bo zupełnie nowe i związane z dorosłym życiem.
Z tego co mówisz wynika, że przeszłaś te same procedury, jakie przechodzi każdy inny wolontariusz fundacji. Jakie jest Twoje zadanie w organizacji?
Prowadzę zajęcia dla dziewczynki z 7. klasy. Pomagam jej w nauce angielskiego. Łączymy się przez Messenger.

Mogłabyś opowiedzieć o Waszych zajęciach?
Żeby się zrelaksować, na początku zwykle rozmawiamy o tym, jak mija nam dzień i co nowego wydarzyło się u nas w ostatnim czasie. Pamiętam, że kiedyś taka zwykła, serdeczna rozmowa była mi bardzo potrzebna. Dzięki niej nie stresowałam się lekcją. Potem przechodzimy do zajęć. Bardzo często pracuję w Canvie, udostępniam link i wspólnie tworzymy kolorowe notatki. Często sama robię notatki obrazkowe i dosyłam je po zajęciach, żeby moja podopieczna mogła się szybciej i łatwiej czegoś nauczyć. Ja też jestem wzrokowcem, więc na własnym przykładzie widzę, że forma notatek ma znaczenie. Poza tym używam tablicy, korzystam z quizów, krótkich video na YouTube i interaktywnych ćwiczeń dostępnych np. na Wordwallu. Różnorodne materiały pomagają zapamiętać trudne zagadnienia. Czasem korzystamy z bardziej typowych, “poważnych” materiałów, ale nawet wtedy staram się, żeby zajęcia były jak najmniej stresujące i jak najmniej nudne. Uważam, że z nudnej lekcji uczeń niczego nie wyniesie, a kiedy zajęcia są ciekawe, to uczeń zapamiętuje nową wiedzę i jednocześnie dobrze się bawi. Nudne zajęcia są męczące także dla korepetytora.
Jesteś bardzo młodą osobą, a masz już dużą wiedzę dydaktyczną, gratuluję! Jak układa się Twoja relacja z podopieczną?
Tu rozpoczyna się kolejna bardzo ciekawa historia (śmiech). Ja Lenkę poznałam kiedyś osobiście. To był zupełny przypadek. Przed rozpoczęciem przygody z fundacją wyjechałam do sanatorium. Jesteśmy z różnych krańców Polski. Zanim rozpoczęłyśmy zajęcia, nie wiedziałam, że moja podopieczna w fundacji i młodsza koleżanka z grupy w sanatorium to ta sama osoba, ta sama Lenka.
Jakie macie trudności?
Lenka ma pewne zaległości. Czasem musimy przyspieszać z materiałem, żeby nadrobić braki, a z drugiej strony bywa, że potrzebuje dłuższego wyjaśniania pewnych zagadnień. Jednocześnie jest bardzo ambitna, ma bardzo dużą motywację. Staram się wzmacniać Lenę i pokazywać jej na własnym przykładzie, jak bardzo przydatna i pomocna jest znajomość języka angielskiego i jak może ona wpłynąć na życie. Zdecydowałam się prowadzić zajęcia z języka angielskiego, właśnie dlatego, że chciałam być dobrym przykładem. Dodatkowo po prostu lubię ten język.

Co robisz, kiedy Lenka ma gorszy dzień?
Kiedy jest zmęczona, ma mniejszą motywację, to zwalniamy tempo i rozmawiamy. Ja wplatam wtedy w rozmowę ciekawostki związane z językiem albo tłumaczę na angielski codzienne zdania i zwroty.
Co dajesz Lence?
Poza dzieleniem się wiedzą staram się wzmacniać jej poczucie własnej wartości, bo na swoim przykładzie wiem, że dzieci z domów dziecka czy rodzin zastępczych często nie czują się wartościowe. Próbuję jej tłumaczyć i pokazywać swoim postępowaniem, że nie jest gorsza i też może wiele osiągnąć. Staram się przekonywać Lenkę, że popełnianie błędów jest zupełnie normalne, że nic się nie stanie, jeśli źle odpowie na pytanie.
Masz jakieś korzyści z prowadzenia korepetycji dla Lenki?
Ja dzięki udzielaniu korepetycji w fundacji zdobywam pierwsze doświadczenia zawodowe, a praca z Lenką daje mi dużo satysfakcji i poczucie szczęścia, a czasami nawet wzruszenia, kiedy widzę, że wspólna praca daje efekty
Chciałabyś coś dodać na koniec?
Może powiem o jednej z najważniejszych, moim zdaniem, rzeczy, o której się rzadko mówi: nieważne jaka jest sytuacja, nieważne jakie są warunki, nie ma co się poddawać. Warto piąć się w górę i pamiętać, że w życiu są wzloty i upadki, a te upadki tworzą schodki, po których możemy wejść coraz wyżej.
Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego zakończenia tej rozmowy! Dziękuję za podzielenie się ze mną Twoją wyjątkową historią, która z pewnością będzie motywować podopiecznych fundacji do rozwoju i pracy nad sobą, a wolontariusze przypomną sobie o niej, jeśli przyjdzie im kiedyś do głowy, że ich wysiłek nie ma znaczenia. Powodzenia w wolontariackiej przygodzie!