Ilona jest związana z Web-korkami niemal od samego początku. Choć przez lata powtarzała: „Cudzych dzieci uczyć nie będę”, zamiast kariery naukowej wybrała pracę nauczycielki chemii w szkole średniej. Poza tym lubi robić sobie nietypowe prezenty urodzinowe, na przykład skok ze spadochronem. Zapraszam do lektury!

Jesteś z Radomia i tam też chodziłaś do szkoły. Jak wspominasz swoją edukację w szkolną?
Dobrze odnajdywałam się w szkole. Lubię system, jasno określone zasady. Większym wyzwaniem były dla mnie relacje międzyludzkie. Nie miałam problemów z nauką i dość szybko skręciłam w stronę nauk ścisłych. W szkole średniej wybrałam profil z rozszerzoną matematyką, informatyką i angielskim. Tak naprawdę skupiłam się głównie na matematyce i chemii, a pozostałe przedmioty trochę odpuściłam. Skoncentrowałam się na tym, co było dla mnie ważne. Nauczycielka matematyki była bardzo profesjonalna, choć dość chłodna. Nigdy nie podnosiła na nas głosu, ale też nie emanowała ciepłem, a to mi odpowiadało. Wychodziłam z założenia, że nauczyciel nie musi się ze mną przyjaźnić, ma mnie po prostu dobrze uczyć.
Z wyników matury byłam potem zadowolona.
Po szkole poszłaś na Uniwersytet Warszawski studiować chemię. Dlaczego właśnie ten kierunek?
Moja fascynacja chemią zaczęła się już w gimnazjum, na pierwszej lekcji tego przedmiotu. Nauczycielka opowiadała o atomie, a ja wyobrażałam sobie, że to coś tak małego, że nie da się tego zobaczyć, a jednocześnie zachodzą w nim niesamowite procesy. To było dla mnie coś w rodzaju „magicznego wow” – pierwszy impuls, który mnie wciągnął. Studia chemiczne rozpoczęłam na Uniwersytecie Warszawskim i zamieszkałam w akademiku. Wspominam ten czas bardzo dobrze – spędziłam tam w sumie sześć lat, a potem, podczas doktoratu, mieszkałam jeszcze w domu pracownika naukowego.
Jak Ci się podobało studiowanie chemii?
To były trudne studia i gdybym na początku wiedziała, jak wymagające się okażą, to nie wiem, czy bym się na nie zdecydowała. Ogólnie jednak bardzo mi się podobało, bo faktycznie zajmowałam się tym, co mnie interesowało. Cały czas czułam tę magię i to „wow”.
Mimo że studia były ciężkie, zdecydowałaś się na doktorat.
Tak, rozpoczęłam doktorat międzywydziałowo, we współpracy z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN. Zajmowałam się badaniem związku, który mógł mieć potencjał leczenia choroby Alzheimera. Nie wszystkie eksperymenty przyniosły oczekiwane rezultaty, co w nauce zdarza się dość często. W międzyczasie zaczęłam też pracować oprócz doktoratu, to mnie tak pochłonęło, że nie napisałam pracy doktorskiej.
Póki co, nie napisałaś. Trzymamy kciuki, że może jeszcze to zrobisz. Nie wybrałaś jednak kariery naukowej, zostałaś nauczycielem.
Tak, to wielka ironia losu, bo kiedyś mówiłam, że „cudzych dzieci uczyć nie będę”. Ale podczas studiów magisterskich wzięłam udział w kursie pedagogicznym. W tamtym czasie od dłuższego już czasu pracowałam w call center i szukałam czegoś nowego, bardziej związanego z moim wykształceniem. Trafiłam wtedy na ogłoszenie firmy, która poszukiwała osoby do prowadzenia pokazów chemicznych dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. To miało być kilka godzin w tygodniu – idealne rozwiązanie, bo łatwe do pogodzenia ze studiami. Wysłałam CV, a podczas rozmowy rekrutacyjnej bardzo spodobało mi się podejście firmy. Oprócz merytoryki mocno stawiali na to, by poprzez warsztaty budować u dzieci poczucie własnej wartości. To mnie urzekło. Miałam najpierw zajęcia próbne. Bałam się, czy dzieciom się spodoba, zwłaszcza że nie miałam wcześniej żadnego doświadczenia w pracy z nimi. Okazało się, że bardzo im się podobało. W trakcie pokazu był taki moment, kiedy zobaczyłam błysk w oku jednego z dzieci i pomyślałam: „Ja chcę to robić”. I tak wpadłam w nauczanie. To było dokładnie 10 lat temu. Pracowałam tam przez osiem lat i przez ten czas nauczyłam się naprawdę dużo – zarówno o dzieciach, jak i o sobie.
Miałaś styczność z fundacją Bullerbyn.
Tak, ta fundacja prowadzi szkołę demokratyczną – zupełnie pozasystemowe nauczanie w nurcie bardzo wolnościowym. Zrobiłam dziewięciomiesięczny staż w Akademii Wychowawców Bullerbyn. To był dla mnie bardzo rozwojowy i znaczący czas w życiu. W wakacje biorę też udział w Wioskach Bullerbyn.
Obecnie uczysz w szkole społecznej.
Tak, bardzo doceniam to miejsce. Uczę tam już trzeci rok i póki co wciąż jestem zachwycona. To szkoła, która bardzo wpisuje się w mój system wartości – gdzie najważniejszy jest drugi człowiek. Jest też otwarta na uczniów w spektrum autyzmu.
Oprócz tego szkoła realnie bierze odpowiedzialność za to, kogo przyjmuje, i zapewnia uczniom wszelkie potrzebne wsparcie. Oprócz prowadzenia normalnych lekcji chemii prowadzę też konsultacje z matematyki. Przez pewien czas korzystała z nich tylko jedna uczennica, więc zastanawiałam się, czy to ma sens, i rozmawiałam o tym z dyrekcją. Usłyszałam wtedy: „Jeśli pomoże się choć jednej osobie, to warto”. To mocno we mnie zarezonowało.
Wcześniej powiedziałaś, że Twoja nauczycielka matematyki była zdystansowana i Ci to odpowiadało. Jakim nauczycielem Ty jesteś?
A to jest pytanie do moich uczniów! (śmiech)
Niestety nie mamy dostępu do Twoich uczniów. (śmiech)
Myślę, że jestem szczera i jasno komunikuję uczniom, czego od nich oczekuję, ale też czego sama potrzebuję. Na przykład, kiedy na lekcji zaczynają rozmawiać, staram się nie wchodzić od razu w rolę surowego nauczyciela zwracającego uwagę. Zamiast tego mówię im, że dla mnie jest już za głośno i że nie mogę się skupić. Wydaje mi się, że to całkiem nieźle działa. Mam też dość dużo cierpliwości do młodzieży i dzieci, mniej do dorosłych (śmiech). A jeśli popełnię błąd, to potrafię przeprosić i nie mam z tym problemu. Jestem chyba dość miła, ale jednocześnie dość restrykcyjna. Na przykład pozwalam poprawiać sprawdziany i kartkówki, ale tylko w ciągu dwóch tygodni od wystawienia oceny. Jeśli ktoś przyjdzie po miesiącu – sorry, ale termin minął. Oczywiście, jeśli ktoś był w szpitalu czy miał ważny powód, to robię wyjątek. Uważam jednak, że to ma wartość, bo w dorosłym życiu też obowiązują terminy i zasady. Jak spóźnisz się na pociąg, to nie pojedziesz – i dzieciaki powinny uczyć się odpowiedzialności za swoje działania.
Myślę też, że umiem dobrze tłumaczyć – nawet najtrudniejsze zagadnienia da się wyjaśnić prosto i zrozumiale, dostosowując je do wieku ucznia. No i sama staram się cały czas rozwijać – biorę udział w webinarach, szkoleniach. Bo jak człowiek osiądzie na laurach, to potem staje się takim betonem pedagogicznym.
Z tego, co wiem, regularnie się wspinasz.
Tak, ogólnie lubię aktywność fizyczną i uważam, że jest ważna. Dla mnie to sposób na rozładowanie napięcia nagromadzonego w ciągu dnia. Wspinania spróbowałam po raz pierwszy w liceum, potem trochę na studiach, a od kilku lat robię to regularnie – jakieś dwa, trzy razy w tygodniu. Okazało się, że daje mi to niesamowitą satysfakcję i radość na różnych poziomach. Wspinanie wymaga też myślenia – trzeba kombinować, jak pokonać daną trasę. Na ściance jestem w pełni skoncentrowana na tym, co tu i teraz. Jestem ja, ścianka i moja przyjaciółka, która mnie asekuruje. Relacja z osobą, która Cię asekuruje, jest wyjątkowa – asekurujemy się nawzajem i śmiejemy, że emocje między nami przepływają przez linę. Ja czuję, kiedy ona się męczy albo irytuje, i na odwrót.
Skakałaś też ze spadochronem.
Tak, robię sobie takie prezenty na urodziny. Jednym z nich był lot w tunelu aerodynamicznym – bardzo fajne i ciekawe doświadczenie. Skok ze spadochronem to był kolejny prezent na urodziny. Super sprawa, polecam! Jak leciałam, to na chmurze utworzyła się tęcza. Zazwyczaj widzimy ją jako łuk, bo ogranicza nas horyzont, a tutaj była całkowicie kolista. To było niesamowite doświadczenie. Czuje, że to był taki moment przeznaczony dla mnie od losu.

Jesteś osobą z niepełnosprawnością. Musiało mieć to wpływ na wszystkie etapy Twojego życia – szkołę, studia, teraz pracę.
Tak, to wpływa na całokształt mojego życia, ale trudno mi to ocenić, bo nie znam innego życia. Na pewno wpływa na kwestie organizacyjne, na przykład zastanawiam się, czy w miejscach, do których pojadę, nie będzie architektonicznych przeszkód. Wywodzę się z domu, który nauczył mnie szukać rozwiązań, a nie wymówek. Nie jestem fanką narracji, że niepełnosprawność to normalność. Tak, mamy w społeczeństwie osoby z różnymi niepełnosprawnościami, ale to, że muszę inaczej organizować swoje życie, nie jest normą. Większość osób nie mierzy się z takimi przeszkodami, a norma odnosi się do tego, jak funkcjonuje większość społeczeństwa. W domu nie mówiono mi, że jestem taka jak inni. Ja nie jestem taka jak inni, więc muszę się zastanowić, jak zrobić pewne rzeczy inaczej. Myślę, że ma to przełożenie na moją pracę – w kontekście uczniów w spektrum, z dysleksją czy dysgrafią. Zdarza się, że mówię im: „To Wam nie zniknie, musicie znaleźć sposób, by sobie z tym poradzić”. To, że mają dodatkowy problem, nie jest taryfą ulgową. Są uczniowie, którzy szukają rozwiązań, a ja ich w tych poszukiwaniach wspieram.
Ja mam dysleksję i zawsze ogromnym problemem była dla mnie ortografia. Mówisz, że nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności? Nie mogę powiedzieć „mam dysleksję, to nie muszę się przejmować ortografią”?
Z jednej strony warto mieć dla siebie samego wsparcie i łagodność. Nie dowalać sobie i mówić, że jestem beznadziejna, ale wciąż to nie oznacza, że nie trzeba szukać rozwiązań. Każdy z nas zaczyna z różnym pakietem startowym, sporo zależy od nas i od tego, jakich ludzi spotkamy na swojej drodze.

Co robisz 12 sierpnia 2026 roku?
Zrodził mi się w głowie taki kaprys, że chciałabym zobaczyć całkowite zaćmienie słońca. Jakiś czas temu znalazłam informację, że w sierpniu 2026 roku zaćmienie będzie widoczne w Hiszpanii. Planuję więc podróż do Hiszpanii autem i przy okazji chciałabym odwiedzić inne miejsca po drodze. Taki eurotrip z zaćmieniem słońca. Oczywiście różne rzeczy mogą się wydarzyć, ale jestem dość zdeterminowana. Z uwagi na moją niepełnosprawność ruchową muszę dobrze zaplanować, jak to zrobić, żeby ta podróż mogła się odbyć. Dokładnie tak jak ze skokiem ze spadochronem czy tunelami aerodynamicznymi – musiałam zaplanować, jak to zrobić, omówić z ludźmi wykonującymi te usługi itd.
Od kiedy jesteś w Web-korkach?
Dołączyłam we wrześniu 2021 roku, więc to już czwarty rok. Dowiedziałam się o fundacji od koleżanki.
Jak Ci się pracuje w Web-korkach?
To przedsięwzięcie bardzo się rozrosło od momentu, gdy przystąpiłam. Mam wielki podziw dla Olgi (prezeska i założycielka Web-korków – przyp red). Z mojej strony wszystko jest zawsze ok. Ze wszystkim mogę zwrócić się do mojej opiekunki, w razie potrzeby zawsze mogę zgłosić potrzebę zastępstwa. Mamy też do dyspozycji psychologa dziecięcego, z którym możemy skonsultować różne sprawy.
Jakie metody stosujesz podczas lekcji?
Korzystam z tabletu graficznego, łączę się z dzieckiem i piszę w PowerPoincie, tłumacząc materiał. Robimy ćwiczenia, czasem korzystam z Word Walla lub pokazuję jakiś filmik, by rozluźnić atmosferę. Staram się również wyczuć, na ile uczeń jest skoncentrowany, często polegając na słuchu, bo nie wymagam, by włączali kamerę. Po lekcji wysyłam uczniowi omówione materiały.
Na koniec – masz jakąś myśl, przesłanie, którym chciałabyś się podzielić?
Hmm… że warto być uważnym, zarówno na siebie, jak i na innych ludzi.
Dziękuję bardzo. To była prawdziwa przyjemność rozmawiać z Tobą.
Dzięki.